niedziela, 8 listopada 2009

MyCork: III Festiwal Kultury Polskiej

Stowarzyszenie MyCork już po raz trzeci organizuje w Cork Festiwal Kultury Polskiej, który odbędzie się w dniach 7 - 15 listopada b.r. Jest to jednocześnie największy polski festiwal w Irlandii.

Poniżej postaram się na bieżąco relacjonować poszczególne wydarzenia wchodzące w skład naszego festiwalu:

7 listopada, sobota, godz. 13.00: Polska Parada Motocyklowa, która przejechała głównymi ulicami miasta pod Cork Opera House.

/Na zdjęciach powyżej: uczestnicy Polskiej Parady Motocyklowej przed Cork Opera House/

7 listopada, sobota, godz. 19.00: bankiet w Crane Lane oficjalnie rozpoczynający Festiwal Kultury Polskiej Cork 2009. Zostały na niego zaproszone wszystkie osoby współpracujące ze Stowarzyszeniem MyCork. Zaszczycił nas swoją obecnością także burmistrz Cork Dara Murphy wraz z małżonką Tanya.

/Wraz z Moniką Nowakowską, koordynatorką festiwalu, witam przed wejściem do Crane Lane burmistrza Cork, Dara Murphy z małżonką Tanya./

/Burmistrz Cork Dara Murphy przemawia podczas bankietu oficjalnie rozpoczynającego Festiwal Kultury Polskiej Cork 2009/

8 listopada, niedziela, godz. 15.00: „Zbliżenia – Closer” – oficjalne otwarcie wystawy fotografii autorstwa Barbary Bytner w CIT School of Music, Union Quay, Cork. Wystawa potrwa do 20 listopada. Wstęp bezpłatny.

/Na zdjęciu powyżej od prawej: Barbara Bytner, autorka wystawy i Monika Nowakowska, koordynatorka festiwalu/

/Na zdjęciu powyżej: publiczność na otwarciu wystawy/

Program pozostałych wydarzeń Festiwalu Kultury Polskiej Cork 2009:

12 listopada, czwartek – „Zostań mistrzem ortografii” – Dyktando z nagrodami. St. John’s Central College, Sawmill Street, Cork. Wszystkich chętnych do wzięcia udziału w konkursie prosimy o wysłanie zgłoszenia, zawierającego imię, nazwisko i numer telefonu na adres: dyktando2009@gmail.com.

13 listopada, piątek, godz. 21.00 – Koncert legendarnego zespołu De Press w An Cruiscin Lan, Douglas Street, Cork. Jako support zagra zespół Emigra. Wstęp bezpłatny.

14 listopada, sobota, godz. 11.30 – pokaz filmu "Anioł w Krakowie" w Gate Cinema Multiplex, North Main Street, Cork. Wersja polska z angielskimi napisami. Bezpłatne bilety dostępne pod adresem: polfestcork@gmail.com.

14 listopada, sobota, godz. 12.00-16.00 – Bal przebierańców dla dzieci, z udziałem gościa specjalnego Dariusza Rekosza, pisarza, Honorowego Ambasadora Literatury Dla Dzieci i Młodzieży Kampanii MAMA, TATA... & MYSELF? Sala bankietowa Hotelu Victoria, Patrick Street, Cork. Udział dzieci w zabawie bezpłatny, rejestracja: polfestcork@gmail.com.

14 listopada, sobota, godz. 14-19.00 – Wielka Impreza Taneczna "Poland vs Ireland". Nancy Spain’s, Barrack Street, Cork. Wstęp wolny.

14 listopada, sobota, godz. 15.00 – Medicus League Cork All Stars Game – mecz piłki nożnej. Boisko Nemo Rangers, South Douglas Road, Cork. Wstęp wolny.

14 listopada, sobota, godz. 21.00-2.00 – Wielka Impreza Taneczna "Poland vs Ireland". Voo Doo, Mardyke Entertainment Complex, Sheares Street, Cork. Wstęp wolny.

15 listopada, niedziela, godz. 11.30 – pokaz filmu "Zakochany Anioł" w Gate Cinema Multiplex, North Main Street, Cork. Wersja polska z angielskimi napisami. Bezpłatne bilety dostępne pod adresem: polfestcork@gmail.com.

15 listopada, niedziela, godz. 14.00-19.00 – Kiermasz Polski – gość specjalny: Piotr Czerwiński, rękodzieło, degustacja smakołyków polskiej kuchni, książki, prezentacja polskich miast. Unitarian Church, Princess Street, Cork. Wstęp wolny.

15 listopada, niedziela, godz. 19.30 – pokaz filmu "Tischner – życie w opowieściach". Po projekcji filmu odbędzie się spotkanie z jego twórcami: Witoldem Beresiem i Arturem "Baronem" Więckiem. Roundy Bar, 1 Castle Street, Cork. Wstęp wolny.

Koordynatorem Festiwalu Kultury Polskiej Cork 2009 jest p. Monika Nowakowska.

Zapraszam również na stronę internetową festiwalu: http://festiwal.mycork.org/.

sobota, 7 listopada 2009

XXVI Rozmowy (nie)Kontrolowane

W sobotę, 7 listopada b.r. w pubie Franciscan Well Brewery przy North Mall w Cork miały miejsce XXVI "Rozmowy (nie)Kontrolowane" organizowane przez Stowarzyszenie MyCork.

Gościem Specjalnym "Rozmów..." był p. Robert Polański (na zdjęciu obok), polski prawnik mieszkający w Dublinie, autor bloga: www.robert.polanski.biz

Kilka słów o naszym Gościu:

Robert Polański (ur. 1979) jest absolwentem prawa Uniwersytetu Rzeszowskiego. Po ukończeniu prawa (studia dzienne 5 - letnie)postanowił wyjechać do Irlandii. Powodów było wiele a jednym z nich to ciekawość świata oraz poszukiwanie nowych wyzwań. Pisanie swojego bloga: www.robert.polanski.biz rozpoczął w 2006 roku i do tej chwili umieszcza nowe wpisy. Jest to blog tematyczny - prawie wszystkie wpisy są poświęcone bardzo szeroko rozumianemu prawu w Republice Irlandii. Z blogu Roberta można dowiedzieć się np. na temat Rzecznika Praw Obywatelskich w Irlandii, instytucji oraz organizacji rządowych a także pozarządowych. W swoim blogu stara przybliżyć się wszystkim w Irlandii zasadę, że jeśli mamy problem, nie bójmy się go, więcej - starajmy się go rozwiązać. Zarówno drogami polubownymi a jeśli to nie możliwe, to należy wejść na drogę sądową. Robert pracował w kilku kancelariach prawnych w Dublinie. Na dzień dzisiejszy prowadzi blog i jest freelancerem.

W trakcie "Rozmów..." można było m.in. dowiedzieć się o zasadach przyznawania emerytury w Irlandii, prawie pracy, odprawach, itp.

środa, 4 listopada 2009

XIV wizyta w Polsce (6): irlandzka robota

Dzisiaj wieczorem wróciłem do Cork.

/Na zdjęciu: jestem na lotnisku w Krakowie, przed wylotem do Dublina./

Najpierw lot z Krakowa do Dublina, potem autobusem do Cork. Lot przespałem, w autobusie słuchałem audiobooka: "Pan Zdzich w Kanadzie", więc zleciało błyskawicznie.

Pod moją nieobecność miał się odbyć niewielki remont kuchni w wynajmowanym przeze mnie mieszkaniu. Wykonawcami remontu są Irlandczycy. To, co przeciętna polska ekipa zrobiłaby w 1 - 2 dni, im zajęło 5, a i to nie skończyli. Jestem pod wrażeniem. Na szczęście - nie ja za to płacę.

wtorek, 3 listopada 2009

XIV wizyta w Polsce (5): polskie smaki

Przed rokiem pisałem o chipsach "Cztery Pory Roku" o swojskim smaku "jesiennych prawdziwków w śmietanie", dzisiaj - zdjęcie "Wiejskich Ziemniaczków" i piwa "Żywe".

"Wiejskie Ziemniaczki" to chipsy m.in. o smaku masła z solą lub ziemniaków z koperkiem, z kolei piwo "Żywe" - to produkt browaru Amber, piwo niepasteryzowane i bez konserwantów.

Ot, takie polskie smaki w wersji mini ;-)

poniedziałek, 2 listopada 2009

XIV wizyta w Polsce (4): wyższa kultura bankowości

Dzisiaj, po ponad pięciu latach, ponownie otworzyłem sobie konto w banku w Polsce. Tak trzeba było, stety czy niestety.

Mój wybór padł na Alior Bank, dlatego że bez problemu można u nich otworzyć konto "na paszport", nie mając stałego adresu w Polsce. No i oferują to, czego potrzebowałem. Jak to będzie działało w praktyce - zobaczymy...

niedziela, 1 listopada 2009

XIV wizyta w Polsce (3): grób Stanisława Lema

1 listopada, Dzień Wszystkich Świętych, dzisiaj tradycyjnie większość Polaków udała się na cmentarze, żeby zapalić znicze swoim bliskim. Wybrałem się też i ja.

/Na zdjęciu: grób Stanisława Lema/

Na żadnym z krakowskich cmentarzy nie spoczywa, przynajmniej na razie, nikt z mojej rodziny. Ale jest tam jeden grób, który chciałem odwiedzić. To miejsce spoczynku Stanisława Lema, wielkiego polskiego filozofa i pisarza. Jestem fanem jego twórczości praktycznie "od zawsze". Jedyna książka polskiego autora, jaką zabrałem ze sobą wyjeżdżając w 2004 r. do Irlandii - to były jego "Dzienniki Gwiazdowe".

Stanisław Lem zmarł 27 marca 2006 r., jego grób znajduje się na Cmentarzu Salwatorskim w Krakowie. Bardzo skromny grób wielkiego człowieka. Długo krążyłem po cmentarzu, zanim w końcu udało mi się go odnaleźć. Zapaliłem znicz i ustawiłem go obok innych. Oprócz zniczy - na płycie było ułożonych wiele drobnych kamyków. Ma to też swoją symbolikę. Ktoś położył nawet czekoladowy batonik - pisarz miał słabość do słodyczy...

sobota, 31 października 2009

XIV wizyta w Polsce (2): This is it

Dzisiaj byłem w kinie na "This is it" z Michaelem Jacksonem.

Osobiście - nigdy fanem Króla Popu nie byłem, to nie moja muzyka po prostu, chociaż całkowicie się zgadzam z twierdzeniem, że Michael Jackson wielkim artystą był.

Film, który ma być wyświetlany w kinach tylko przez dwa tygodnie, przedstawia przygotowania do serii 50 występów w Londynie, jakie miały mieć miejsce od 13 lipca 2009 do 6 marca 2010 r., a do których nie doszło z powodu śmierci artysty.

piątek, 30 października 2009

XIV wizyta w Polsce (1): w Krakowie kontrolują - i aresztują

Dzisiaj na kilka dni przyleciałem do Krakowa.

/Na zdjęciu: jestem na lotnisku w Shannon. Za chwilę wylecę do Krakowa./

Pojechałem autobusem do Shannon, następnie lot do Krakowa. Ciągle nie ma bezpośrednich lotów Cork - Kraków. W Cork padało, w Shannon przestało. Odprawa, lot. Niemal natychmiast zasnąłem, chociaż budziłem się co chwilę.

W samolocie dwie stewardessy i jeden steward. One - Irlandki, on - Polak, chociaż próbował udawać że Polakiem nie jest, szczególnie gdy go parę osób pytało po polsku o to czy tamto. Zdemaskował się kompletnie gdy zagoniono go do rozwożenia wózka z jedzeniem, kiedy chcąc nie chcąc informował po polsku że sprzedaje piwo i kanapki. Irlandczycy to pragmatyczny naród, a biznes to biznes i tutaj sentymentów nie ma: Polaków do obsługi pasażerów w samolotach w których lecą sami Polacy zatrudnia się ze względu na język, więc nie jest to miejsce do strojenia się w cudze piórka. Swoją drogą, myślałem że takie historie zdarzają się tylko w irlandzkich fastfoodach, gdzie pracownicy z polskimi imionami na plakietkach rozmawiający z innymi pracownikami z takimiż samymi plakietkami po polsku - nagle zapominają tego języka kiedy klient próbuje złożyć po polsku zamówienie. Po polsku - z grzeczności, bo teraz zamówienie po angielsku już każdy złożyć potrafi. To zupełnie inne czasy...

Przy odprawie paszportowej już w Krakowie - stojącego dokładnie przede mną w kolejce faceta zatrzymała straż graniczna. Delikwent najpierw podał w okienku paszport, potem - poproszono go o dowód osobisty, następnie zaczęto odpytywać z nazwiska panieńskiego matki, itp. "Pan ma sprawę w sądzie" - poinformował go w końcu funkcjonariusz. "Tak, ale to już jest zakończone" - odparł ów jegomość. "Pan pozwoli z kolegą" - odrzekł na to celnik i po chwili obydwaj - tj. delikwent i kolega celnika - gdzieś zniknęli. Kiedy już byłem z drugiej strony bramki, usłyszałem jeszcze, jak z kolei znajomy tego zatrzymanego dopytuje się funkcjonariusza: "Czy puścicie go zaraz? Bo ojciec na niego czeka", na co otrzymał odpowiedź, że ów pan "jest zatrzymany i nie można określić, jak długo zatrzymanie potrwa". Ot, taką to ktoś miał przygodę...

Na lotnisku czekał na mnie kolega, który odwiózł mnie do domu. Jutro - ruszam "w miasto" ;-)

czwartek, 29 października 2009

Bajzel po polsku

Polskie kino niezależne wzbogaciło się o kolejną perełkę: "Bajzel po polsku". Autorami filmu są: Eugeniusz Kluczniok, scenarzysta, reżyser i autor muzyki, oraz Mirosław Ropiak, operator kamery i montażysta.

W zasadzie film powinien nosić tytuł "Bajzel po śląsku", rzecz się dzieje bowiem na Śląsku, jego bohaterowie to Ślązacy, a w filmie posługują się, jak to na wstępie zaznaczył jeden z bohaterów, językiem śląskim: "to już nie jest śląsko gwara ino to jest śląski język". Skoro tak, to należałoby być konsekwentnym. Niemniej, jak twierdzą twórcy obrazu: "Historia, którą opowiada film, mogłaby wydarzyć się w każdym zakładzie, nie tylko na Śląsku." O.k., niech będzie.

Pamiętacie film "Golasy"? Tamten film przedstawiał jeden dzień pracy pewnego biura, w tym mamy do czynienia z jednym dniem pracy pewnego mocno podupadłego zakładu. Niemniej mentalność pracowników i skłonność do obijania się - jest identyczna. To ten sam popeerelowski typ, kompletnie nie pasujący do współczesnej rzeczywistości, pracowniczy skansen finansowany niestety nie z pieniędzy odwiedzających turystów - a z kieszeni podatników. Problem w tym, że tak jak w "Golasach" - młodzi ludzie którzy stykają się z taką mentalnością - szybko ją przesiąkają i przyjmują za swoją.

Film, jak wspomniałem, opowiada o jednym dniu pracy w jakimś podupadłym zakładzie. Nie wiemy jaki to zakład, widzimy jednak że nie robi się tam praktycznie nic, poza ewentualnymi "fuchami" na własne konto. Trzech robotników otrzymało za zadanie powieszenie lampy: niestety, dniówka okazała się za krótka, tym bardziej, że jeden z nich kończy ten dzień pracy kompletnie pijany. Mamy tam też i inne postacie: sprzątaczkę nie potrafiącą poradzić sobie z własną miotłą, strażnika bardziej niż pracą zainteresowanego swoją wędką i kopaniem robaków na przynętę dla ryb, kierownika "opalającego" robotników z papierosów, robotnika dokonującego ważnych pomiarów uszkodzonym przyrządem - z czego nawet nie zdawał sobie sprawy, itp. Tego dnia na terenie zakładu trwa kontrola inspektora PIP, która to kontrola, wskutek wyjątkowej jednorazowej mobilizacji tego "zespołu" - nie znajduje żadnych uchybień.

W filmie zagrało dwóch znanych aktorów, co ciągle jest rzadkością w naszym polskim kinie niezależnym, są to: Jerzy Janeczek, niezapomniany "Witia" z komedii "Sami Swoi", oraz Jerzy Cnota, znany m.in. z filmu „Janosik”.

środa, 28 października 2009

Castle Bernard

W okolicy Bandon, miejscowości w hr. Cork, znajdują się ruiny Castle Bernard - dużego angielskiego domu spalonego przez IRA w 1921 r.

/Na zdjęciu: stoję przed fragmentem frontowej ściany Castle Bernard/

Castle Bernard znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie pola golfowego w okolicy Bandon. Ruiny są ogrodzone, nie wolno do nich wchodzić, niemniej - są dość malownicze i mają własną historię...

W XVIII w. 1788 r. Franciszek Bernard, angielski namiestnik w Bandon, rozebrał znaczną część starego zamku irlandzkiego rodu O'Mahony i postawił w tym miejscu własny dom, zwany Castle Bernard - chociaż nazwa "castle" była nieco na wyrost, był to bowiem nie tyle zamek - co spory dom. W połowie XIX w. dom rozbudowano w stylu gotyckim. Castle Bernard słynął jako "najbardziej gościnny dom w Irlandii".

21 czerwca 1921 lokalny oddział IRA podpalił Castle Bernard, był to środek represji przeciwko brytyjskiej polityce. Niemniej - właścicielom, wcześniej ukrywającym się w piwnicy, pozwolono uratować meble i inne cenne rzeczy znajdujące się w domu. Właściciel zamku, James Francis Bernard, został uprowadzony przez IRA jako zakładnik - jego porwanie było jedną z kart przetargowych wykorzystanych do uwolnienia przez brytyjski rząd więźniów działających w IRA. Na marginesie - był on traktowany bardzo dobrze, a z pilnującymi go strażnikami grywał w karty. Zwolniono go kilka tygodni później.

Od wydarzeń w 1921 r. Castle Bernard popada w ruinę.