Wyspa Dursey Island jest położoną najbardziej na zachód zaludnioną wyspą w West Cork. Ale znana jest przede wszystkim z tego, że transport z wyspy na stały ląd - i odwrotnie - odbywa się tam za pomocą jedynej kolejki linowej w Irlandii. Mało tego: jest to jedyna kolejka linowa w Europie, której trasa biegnie nad oceanem.
Kolejka linowa łącząca Dursey Island ze stałym lądem została zbudowana w 1969 r. Wyspa ma 6,5 km długości i 1,5 km szerokości, mieszka na niej tylko 6 mieszkańców oraz spora liczba owiec, krów i ptaków. Nie ma tam pubu, b&b, banku, szkoły czy policji, są za to piękne widoki i idealny spokój.
Wg tablicy informacyjnej umieszczonej przed "stacją" kolejki w Ballaghboy, kursy na Dursey Island odbywają się codziennie od poniedziałku do soboty w godzinach: 9.00 - 11.00, 14.30-17.00 i 19.00-20.00, a niedzielę: 9.00 - 10.30, 13.00 - 14.30, 19.00-20.00. Jednak najlepiej przed wyjazdem sprawdzić informacje o ww. godzinach, ponieważ mogą one ulec zmianie. Jak głosi informacja również znajdująca się na ww. budynku, do kolejki może wsiąść 6 osób, pierwszeństwo wsiadania mają: mieszkańcy wyspy, zwierzęta i ładunek, nie można przewozić rowerów, oraz że bilet w obydwie strony dla dorosłego kosztuje 4 euro, a dla dziecka 1 euro.
Po zakupie biletu wsiadam do kolejki. Ruszamy. Jakie środki bezpieczeństwa do dyspozycji dla pasażerów znajdują się wewnątrz kabiny? Dwa: buteleczka z wodą święconą i kartka z Psalmem 91 który mówi o zapewnieniu Bożej opieki: "(...)bo swoim aniołom dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach. Na rękach będą cię nosili, abyś nie uraził swej stopy o kamień". No cóż, podobno wiara czyni cuda i góry przenosi ;-) Sama podróż trwa niespełna 10 minut. Kolejka przejeżdża przed dwie "wieże", chwilami trochę trzęsie, ale za to super widoki.
Po wyjściu już na Dursey Island od razu trafiamy na złomowisko starych samochodów. Dalej jest już jednak coraz lepiej: cmentarz z ruinami dawnej kaplicy, wyludniona wioska, ale przede wszystkim świetne widoki. Do wyboru mamy trzy trasy spacerowe, ja udaję się trasą górską - Mountain Route. Nieco zbaczam ze szlaku żeby wyjść na najwyższy szczyt w okolicy, skąd roztaczają się fantastyczne widoki. Pogoda prawdziwie wyspiarska, zmieniała się dosłownie kilkanaście razy w trakcie mojego krótkiego tam pobytu.
Byłem na wyspie ok. 4 godzin, więc nie zdążyłem zobaczyć jej całej, ale to nic - na pewno jeszcze tam wrócę ;-)
Moje zdjęcia z Dursey Island znajdują się tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/DurseyIsland.
piotrslotwinski.eu
piątek, 30 lipca 2010
środa, 28 lipca 2010
WC na trzy spusty
Pisałem już, że nie tylko "Polak potrafi" - Irlandczyk również. Dzisiaj kolejny tego przykład ;-)
W minioną niedzielę byłem w Cahir, po raz kolejny zresztą. Na obiad poszedłem do miejscowego fastfoodu, nazwy nie pomnę, w każdym razie tuż przy zamku. Czekając na zrealizowanie zamówienia (bo przymiotnik "fast" przyjmujemy umownie ;-) udałem się do toalety, coby umyć ręce, bo jednak jak to w fastfoodzie - sztućców raczej nie ma. No i na drzwiach zobaczyłem coś takiego:

Przyjrzałem się temu bliżej: dwie zasuwki znajdujące się na dole były niekompletne, czyli wniosek z tego, że gdy psuła się jedna, instalowano kolejną. Na razie doszli do liczby 3 ;-) Jak nie zapomnę i nic nie stanie mi na przeszkodzie, to postaram się udać w to samo miejsce za rok, dwa - i przeliczyć je ponownie.
Chociaż kto wie, może gdy zabraknie miejsca na kolejne zasuwki - wstawią nowe drzwi? ;-)
W minioną niedzielę byłem w Cahir, po raz kolejny zresztą. Na obiad poszedłem do miejscowego fastfoodu, nazwy nie pomnę, w każdym razie tuż przy zamku. Czekając na zrealizowanie zamówienia (bo przymiotnik "fast" przyjmujemy umownie ;-) udałem się do toalety, coby umyć ręce, bo jednak jak to w fastfoodzie - sztućców raczej nie ma. No i na drzwiach zobaczyłem coś takiego:

Przyjrzałem się temu bliżej: dwie zasuwki znajdujące się na dole były niekompletne, czyli wniosek z tego, że gdy psuła się jedna, instalowano kolejną. Na razie doszli do liczby 3 ;-) Jak nie zapomnę i nic nie stanie mi na przeszkodzie, to postaram się udać w to samo miejsce za rok, dwa - i przeliczyć je ponownie.
Chociaż kto wie, może gdy zabraknie miejsca na kolejne zasuwki - wstawią nowe drzwi? ;-)
wtorek, 27 lipca 2010
Polska: państwo prawa czy państwo policyjne?
Jak donoszą polskojęzyczne media, 23 lipca b.r. sejm w Polsce przyjął uchwałę o nowym dowodzie osobistym "z chipem" dla polskich obywateli, który ma być wprowadzony w 2011 r.
Przypomnę, że poprzedni w postaci karty plastikowej wprowadzono raptem parę lat temu, a te obowiązujące jeszcze wcześniej, w postaci zielonej książeczki wydawanej zresztą "bezterminowo", straciły ważność dopiero w marcu 2008 r.
Nowy dowód, jak donoszą media, ma być po raz pierwszy wydawany "bezpłatnie", co już jest kłamstwem i to podwójnym, oraz ma być w nich umieszczony, uwaga: "chip z antenką", w co akurat w 100% wierzę.
Co do "bezpłatności", to pamiętajmy że po pierwsze: nie ma nic za darmo, jeżeli nie płacimy za coś bezpośrednio z własnej kieszeni to pośrednio - poprzez podatki, bo przecież rząd sam z siebie nie zarabia, za to i owszem - wydaje i "sam się wyżywi", a po drugie: dowody książeczkowe o ile pamiętam też były wydawane "bezpłatnie", a przynajmniej ja za swój, wydany w 1990 r., czyli jeszcze niemal za tzw. "komuny" - nie płaciłem...
Co do "chipu z antenką", (oczywiście nic nie będzie z naszego dowodu wystawać, będzie on płaski jak dotychczasowe) to sprawa jest oczywista: umożliwi on lokalizację dokumentu, a więc i właściciela, zapewne z dokładnością do kilku metrów. Świetne narzędzie dla policji, fiskusa i różnego rodzaju mniej lub bardzie legalnych "firm windykacyjnych", które korumpując urzędasów będą mogły skorzystać z tej możliwości.
Oczywiście wierzę w to że "Polak potrafi", więc zapewne zaraz po wprowadzeniu tych dowodów pojawią się chałupniczo produkowane na ten dokument etui potrafiące wygłuszać sygnał, no ale to na krótką metę raczej zadziała, bo w końcu prędzej czy później trzeba będzie ten dowód z pokrowca wyjąć...
Powie ktoś: uczciwy człowiek nie musi się niczego obawiać. Tyle, że tak jest tylko w teorii, natomiast w państwach policyjno - fiskalnych, a do takich należy Polska, to nie obywatelowi się udowadnia winę, tylko obywatel musi udowadniać, że jest niewinny - bo z założenia winni są wszyscy - co stanowi olbrzymią różnicę.
Jestem przekonany, że wkrótce pójdzie to dalej i zaczną nam te chipy wszczepiać pod skórę, tak jak teraz to się robi zwierzętom. Oczywiście musi to być jak z żabą, która gdy się ją wrzuci do gorącej wody to natychmiast wyskoczy, ale gdy temperaturę wody będzie się zwiększać powoli ale stopniowo, to można żabę ugotować zanim ta się zorientuje w sytuacji. To wszystko musi iść małymi krokami: najpierw chipy będzie się wszczepiało przestępcom, zamiast elektronicznej "obroży" którą można przecież zdjąć, tak jak to zrobił Roman Polański będący w areszcie domowym w swoim domu w Szwajcarii, tym samym dostarczając dowód o jej niskiej skuteczności. Później osobom cierpiącym na chorobę Alzheimera czy różnego rodzaju przypadki demencji - co też będzie miało swoje uzasadnienie, np. będzie się argumentowało że w przypadku "zgubienia się" takiej osoby dzięki chipowi będzie można ją łatwo odnaleźć. Ten sam argument można następnie zastosować do dzieci i nastolatków, które lubią "znikać" z domu doprowadzając rodziców na skraj obłędu. A skoro już się wszczepi te elektroniczne płytki najmłodszym, to po co je wyciągać później?
I tak za 20-30 lat, jeżeli nic nie odwróci tego trendu, będziemy wszyscy "zachipowani", a oko Wielkiego Brata będzie śledziło kroki każdego z nas. Nowy wspaniały świat: przestępcom będzie można bez trudu udowodnić że byli na miejscu zbrodni, skończą się porwania dzieci i ucieczki małolatów, a staruszkowie będą bez problemu przyprowadzani do domów. Przynajmniej tak to będzie wyglądało w reklamach...
Płacić za zakupy będziemy przez przyłożenie ręki do czytnika, tym samym gotówka stanie się zupełnie zbędna, co w zasadzie już się dzieje, bowiem za coraz większą ilość towarów czy usług płacimy za pomocą karty. Kartę można zgubić, etc, więc wygodniej będzie jeżeli informacje o środkach na naszym koncie będą również gromadzone w tymże wszczepionym nam chipie. A kto nie będzie miał chipa - nie będzie mógł niczego kupić ani sprzedać, spełniając tym samym słowa Ewangelii, od których aż huczy w internecie: "I sprawia, że wszyscy: mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło i że nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia - imienia Bestii lub liczby jej imienia". (Apokalipsa 13:16-17, Biblia Tysiąclecia)".
Tym którzy się odgrażają, że dowodu nie wymienią, przypominam o Ustawie z dnia 10 kwietnia 1974 r. o ewidencji ludności i dowodach osobistych (tj. Dz. U. z 2006 r., nr 139, poz. 993 z późn. zm.), która w art. 55 mówi: "Kto uchyla się od obowiązku posiadania lub wymiany dowodu osobistego (...) podlega karze ograniczenia wolności do 1 miesiąca albo karze grzywny."
Jak widać, "informatyzacja" naszej Ojczyzny idzie pełną parą, szkoda tylko że rozpoczęto jak zwykle od wzięcia pod kontrolę obywateli, zamiast od ułatwienia im życia. W Irlandii i w wielu innych krajach o dojrzałej demokracji nie ma dowodów osobistych ani obowiązku meldunkowego - i te kraje funkcjonują całkiem nieźle. Mało tego, dla przykładu przedsiębiorcy bez problemu mogą sobie wysyłać faktury e-mailem, na co dopiero teraz ma się pozwolić w Polsce.
No ale cóż, są kraje w których politycy rozumieją że "najpierw gospodarka, głupcze" i są takie, dla których najważniejszy jest człowiek - na którego zawsze można znaleźć odpowiedni paragraf...
Przypomnę, że poprzedni w postaci karty plastikowej wprowadzono raptem parę lat temu, a te obowiązujące jeszcze wcześniej, w postaci zielonej książeczki wydawanej zresztą "bezterminowo", straciły ważność dopiero w marcu 2008 r.
Nowy dowód, jak donoszą media, ma być po raz pierwszy wydawany "bezpłatnie", co już jest kłamstwem i to podwójnym, oraz ma być w nich umieszczony, uwaga: "chip z antenką", w co akurat w 100% wierzę.
Co do "bezpłatności", to pamiętajmy że po pierwsze: nie ma nic za darmo, jeżeli nie płacimy za coś bezpośrednio z własnej kieszeni to pośrednio - poprzez podatki, bo przecież rząd sam z siebie nie zarabia, za to i owszem - wydaje i "sam się wyżywi", a po drugie: dowody książeczkowe o ile pamiętam też były wydawane "bezpłatnie", a przynajmniej ja za swój, wydany w 1990 r., czyli jeszcze niemal za tzw. "komuny" - nie płaciłem...
Co do "chipu z antenką", (oczywiście nic nie będzie z naszego dowodu wystawać, będzie on płaski jak dotychczasowe) to sprawa jest oczywista: umożliwi on lokalizację dokumentu, a więc i właściciela, zapewne z dokładnością do kilku metrów. Świetne narzędzie dla policji, fiskusa i różnego rodzaju mniej lub bardzie legalnych "firm windykacyjnych", które korumpując urzędasów będą mogły skorzystać z tej możliwości.
Oczywiście wierzę w to że "Polak potrafi", więc zapewne zaraz po wprowadzeniu tych dowodów pojawią się chałupniczo produkowane na ten dokument etui potrafiące wygłuszać sygnał, no ale to na krótką metę raczej zadziała, bo w końcu prędzej czy później trzeba będzie ten dowód z pokrowca wyjąć...
Powie ktoś: uczciwy człowiek nie musi się niczego obawiać. Tyle, że tak jest tylko w teorii, natomiast w państwach policyjno - fiskalnych, a do takich należy Polska, to nie obywatelowi się udowadnia winę, tylko obywatel musi udowadniać, że jest niewinny - bo z założenia winni są wszyscy - co stanowi olbrzymią różnicę.
Jestem przekonany, że wkrótce pójdzie to dalej i zaczną nam te chipy wszczepiać pod skórę, tak jak teraz to się robi zwierzętom. Oczywiście musi to być jak z żabą, która gdy się ją wrzuci do gorącej wody to natychmiast wyskoczy, ale gdy temperaturę wody będzie się zwiększać powoli ale stopniowo, to można żabę ugotować zanim ta się zorientuje w sytuacji. To wszystko musi iść małymi krokami: najpierw chipy będzie się wszczepiało przestępcom, zamiast elektronicznej "obroży" którą można przecież zdjąć, tak jak to zrobił Roman Polański będący w areszcie domowym w swoim domu w Szwajcarii, tym samym dostarczając dowód o jej niskiej skuteczności. Później osobom cierpiącym na chorobę Alzheimera czy różnego rodzaju przypadki demencji - co też będzie miało swoje uzasadnienie, np. będzie się argumentowało że w przypadku "zgubienia się" takiej osoby dzięki chipowi będzie można ją łatwo odnaleźć. Ten sam argument można następnie zastosować do dzieci i nastolatków, które lubią "znikać" z domu doprowadzając rodziców na skraj obłędu. A skoro już się wszczepi te elektroniczne płytki najmłodszym, to po co je wyciągać później?
I tak za 20-30 lat, jeżeli nic nie odwróci tego trendu, będziemy wszyscy "zachipowani", a oko Wielkiego Brata będzie śledziło kroki każdego z nas. Nowy wspaniały świat: przestępcom będzie można bez trudu udowodnić że byli na miejscu zbrodni, skończą się porwania dzieci i ucieczki małolatów, a staruszkowie będą bez problemu przyprowadzani do domów. Przynajmniej tak to będzie wyglądało w reklamach...
Płacić za zakupy będziemy przez przyłożenie ręki do czytnika, tym samym gotówka stanie się zupełnie zbędna, co w zasadzie już się dzieje, bowiem za coraz większą ilość towarów czy usług płacimy za pomocą karty. Kartę można zgubić, etc, więc wygodniej będzie jeżeli informacje o środkach na naszym koncie będą również gromadzone w tymże wszczepionym nam chipie. A kto nie będzie miał chipa - nie będzie mógł niczego kupić ani sprzedać, spełniając tym samym słowa Ewangelii, od których aż huczy w internecie: "I sprawia, że wszyscy: mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło i że nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia - imienia Bestii lub liczby jej imienia". (Apokalipsa 13:16-17, Biblia Tysiąclecia)".
Tym którzy się odgrażają, że dowodu nie wymienią, przypominam o Ustawie z dnia 10 kwietnia 1974 r. o ewidencji ludności i dowodach osobistych (tj. Dz. U. z 2006 r., nr 139, poz. 993 z późn. zm.), która w art. 55 mówi: "Kto uchyla się od obowiązku posiadania lub wymiany dowodu osobistego (...) podlega karze ograniczenia wolności do 1 miesiąca albo karze grzywny."
Jak widać, "informatyzacja" naszej Ojczyzny idzie pełną parą, szkoda tylko że rozpoczęto jak zwykle od wzięcia pod kontrolę obywateli, zamiast od ułatwienia im życia. W Irlandii i w wielu innych krajach o dojrzałej demokracji nie ma dowodów osobistych ani obowiązku meldunkowego - i te kraje funkcjonują całkiem nieźle. Mało tego, dla przykładu przedsiębiorcy bez problemu mogą sobie wysyłać faktury e-mailem, na co dopiero teraz ma się pozwolić w Polsce.
No ale cóż, są kraje w których politycy rozumieją że "najpierw gospodarka, głupcze" i są takie, dla których najważniejszy jest człowiek - na którego zawsze można znaleźć odpowiedni paragraf...
poniedziałek, 26 lipca 2010
Spotkanie członków i współpracowników MyCork
Dzisiaj odbyło się spotkanie członków i współpracowników Stowarzyszenia MyCork.
Omówiliśmy m.in. kwestie związane z organizacją kolejnego Festiwalu Kultury Polskiej oraz innych projektów MyCork, a także szereg bieżących spraw związanych z naszym stowarzyszeniem.
Omówiliśmy m.in. kwestie związane z organizacją kolejnego Festiwalu Kultury Polskiej oraz innych projektów MyCork, a także szereg bieżących spraw związanych z naszym stowarzyszeniem.
niedziela, 25 lipca 2010
III Kurs Fotografii z MyCork (6)
W sobotę, 24 lipca b.r., odbyły się ostatnie zajęcia III Kursu Fotografii w MyCork.
W trakcie zajęć m.in. wybraliśmy najlepsze prace uczestników powstałe w trakcie kursu. Dla zwycięzców Stowarzyszenie MyCork ufundowało nagrody w postaci m.in. voucherów do sklepu fotograficznego.
Przypomnę, że ten kurs, podobnie jak dwa poprzednie, był bezpłatny dla uczestników, a prowadził go Vito Werner.
Zdjęcia z "Kursów Fotografii z MyCork" można zobaczyć tutaj: http://picasaweb.google.com/kronikamycork/KursFotografiiZMyCork.
W trakcie zajęć m.in. wybraliśmy najlepsze prace uczestników powstałe w trakcie kursu. Dla zwycięzców Stowarzyszenie MyCork ufundowało nagrody w postaci m.in. voucherów do sklepu fotograficznego.
Przypomnę, że ten kurs, podobnie jak dwa poprzednie, był bezpłatny dla uczestników, a prowadził go Vito Werner.
Zdjęcia z "Kursów Fotografii z MyCork" można zobaczyć tutaj: http://picasaweb.google.com/kronikamycork/KursFotografiiZMyCork.
sobota, 24 lipca 2010
Worldwide Photo Walk w Cork
Dzisiaj w Cork, tak jak całym świecie, odbył się Worldwide Photo Walk, czyli Światowy Spacer Fotograficzny. Tysiące fanów fotografii wyszło na ulice swoich miast aby robić zdjęcia. W Cork organizatorem tego fotograficznego spaceru był Vito Werner.
Worldwide Photo Walk jest organizowany po raz trzeci. W tym roku odbyło się 1111 fotograficznych spacerów w kilkudziesięciu krajach świata, w których wzięło udział co najmniej 33483 fotografów, a przynajmniej tylu oficjalnie zarejestrowało się na stronie worldwidephotowalk.com.
W Irlandii odbyło się 8 takich spacerów: 2 w Dublinie i po jednym w: Cork, Limerick, Galway, Clifden, Roundwood i Ballinskelligs, z czego tylko w Cork liderem grupy był nasz Rodak :-)
Spotkaliśmy się w samo południe przed przed wejściem do Cork Opera House. Następnie udaliśmy się trasą: Opera House - Paul Street - Corn Market - Shandon Street - Firkin Crane - North Catedral - Opera House robiąc w trakcie spaceru setki zdjęć. Najlepsze w nich wezmą udział w konkursie organizowanym na stronie worldwidephotowalk.com.
Zdjęcia z Worldwide Photo Walk w Cork można zobaczyć tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/WorldwidePhotoWalk.
Worldwide Photo Walk jest organizowany po raz trzeci. W tym roku odbyło się 1111 fotograficznych spacerów w kilkudziesięciu krajach świata, w których wzięło udział co najmniej 33483 fotografów, a przynajmniej tylu oficjalnie zarejestrowało się na stronie worldwidephotowalk.com.
/Powyżej: Vito Werner, organizator Worldwide Photo Walk w Cork/
W Irlandii odbyło się 8 takich spacerów: 2 w Dublinie i po jednym w: Cork, Limerick, Galway, Clifden, Roundwood i Ballinskelligs, z czego tylko w Cork liderem grupy był nasz Rodak :-)
/Powyżej: w trakcie spaceru na Shandon Bridge;-)/
Spotkaliśmy się w samo południe przed przed wejściem do Cork Opera House. Następnie udaliśmy się trasą: Opera House - Paul Street - Corn Market - Shandon Street - Firkin Crane - North Catedral - Opera House robiąc w trakcie spaceru setki zdjęć. Najlepsze w nich wezmą udział w konkursie organizowanym na stronie worldwidephotowalk.com.
Zdjęcia z Worldwide Photo Walk w Cork można zobaczyć tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/WorldwidePhotoWalk.
czwartek, 22 lipca 2010
Spotkanie z Prezesem MyCork
Dzisiaj nowy Prezes Stowarzyszenia MyCork, Izabela Krygiel - Kozłowska, zaprosiła mnie na spotkanie w celu szczegółowego omówienia obowiązków, jakie spoczywają na osobie piastującą tę funkcję w naszym stowarzyszeniu.
Iza od dawna bardzo aktywnie działa społecznie w MyCork. Organizowała lub współorganizowała m.in.: Dni Kultury Chrześcijańskiej, Mikołajki z MyCork, Spotkanie Biznesowe, Dzień Dziecka z MyCork, Zabawę dla Dzieci, itp.
Za kilka dni odbędzie się kolejne spotkanie członków MyCork, na którym omówimy realizację naszych bieżących projektów, w tym m.in. Festiwal Kultury Polskiej, który będziemy realizowali w Cork już po raz czwarty.
Iza od dawna bardzo aktywnie działa społecznie w MyCork. Organizowała lub współorganizowała m.in.: Dni Kultury Chrześcijańskiej, Mikołajki z MyCork, Spotkanie Biznesowe, Dzień Dziecka z MyCork, Zabawę dla Dzieci, itp.
Za kilka dni odbędzie się kolejne spotkanie członków MyCork, na którym omówimy realizację naszych bieżących projektów, w tym m.in. Festiwal Kultury Polskiej, który będziemy realizowali w Cork już po raz czwarty.
środa, 21 lipca 2010
Jacek Komuda: "Samozwaniec"
Przeczytałem dwa tomy powieści Jacka Komudy: "Samozwaniec". Świetna literatura, czekam z niecierpliwością na tom trzeci :-)
Na okładkach książek czytamy:
Tom I: "Rok 1605. Polskie wojska wkraczają do Moskwy. Fantastyka? Nie! Najprawdziwsza prawda historyczna! Opowieść o największej, awanturniczej wyprawie Polaków, porównywalnej z podbojami hiszpańskich konkwistadorów. Wyprawie po koronę carów Moskwy, zwanej Trzecim Rzymem. Książka o zderzeniu dwóch światów – wyrosłej na gruncie wolności szlacheckiej Rzeczypospolitej i ksenofobicznej Moskwy, odgrodzonej od Europy murem prawosławia. Opowieść o fenomenie husarii i wojska polskiego, zwyciężających na mroźnych stepach i lodowych pustkowiach Rosji, gdzie wieki później klęskę poniosły armie Napoleona i III Rzeszy."
Tom II:
"Rok 1605. Polskie wojska wkraczają do Moskwy. Czas układów się skończył. Szarże skrzydlatych jeźdźców roznoszą armie cara Borysa Godunowa. Najstraszniejsze w husarii są jej konie. Mają oczy jak przeczyste dziewice. Takie wielkie, tak niewinne. Niosą na grzbiecie skrzydlatą kostuchę. Polską śmierć... Oto historia straceńców, którzy wrogów liczyli dopiero po bitwie. Zabitych… Oto historia ludzi tak szalonych, że poszli w tany z samą Śmiercią. Tak zuchwałych, że uwiedli Fortunę. Tak dumnych, że diabłu plunęli w twarz. I tak hojnych, że za przyjaciół płacili tylko krwią i życiem. Oto historia awanturników i husarzy, którzy wstrząsnęli murami Moskwy i sięgnęli po koronę carów."
Książka ma swoją stronę internetową: www.samozwaniec.info.
Jacek Komuda gościł w Cork w czerwcu b.r., gdzie m.in. podpisywał swoje książki w Saloniku Prasowym "BaDaCZ" oraz był Gościem Specjalnym XXVIII Rozmów (nie)Kontrolowanych.
Na okładkach książek czytamy:
Tom I: "Rok 1605. Polskie wojska wkraczają do Moskwy. Fantastyka? Nie! Najprawdziwsza prawda historyczna! Opowieść o największej, awanturniczej wyprawie Polaków, porównywalnej z podbojami hiszpańskich konkwistadorów. Wyprawie po koronę carów Moskwy, zwanej Trzecim Rzymem. Książka o zderzeniu dwóch światów – wyrosłej na gruncie wolności szlacheckiej Rzeczypospolitej i ksenofobicznej Moskwy, odgrodzonej od Europy murem prawosławia. Opowieść o fenomenie husarii i wojska polskiego, zwyciężających na mroźnych stepach i lodowych pustkowiach Rosji, gdzie wieki później klęskę poniosły armie Napoleona i III Rzeszy."
Tom II:
"Rok 1605. Polskie wojska wkraczają do Moskwy. Czas układów się skończył. Szarże skrzydlatych jeźdźców roznoszą armie cara Borysa Godunowa. Najstraszniejsze w husarii są jej konie. Mają oczy jak przeczyste dziewice. Takie wielkie, tak niewinne. Niosą na grzbiecie skrzydlatą kostuchę. Polską śmierć... Oto historia straceńców, którzy wrogów liczyli dopiero po bitwie. Zabitych… Oto historia ludzi tak szalonych, że poszli w tany z samą Śmiercią. Tak zuchwałych, że uwiedli Fortunę. Tak dumnych, że diabłu plunęli w twarz. I tak hojnych, że za przyjaciół płacili tylko krwią i życiem. Oto historia awanturników i husarzy, którzy wstrząsnęli murami Moskwy i sięgnęli po koronę carów."
Książka ma swoją stronę internetową: www.samozwaniec.info.
Jacek Komuda gościł w Cork w czerwcu b.r., gdzie m.in. podpisywał swoje książki w Saloniku Prasowym "BaDaCZ" oraz był Gościem Specjalnym XXVIII Rozmów (nie)Kontrolowanych.
Autor:
Piotr Słotwiński
Wyślij pocztą e-mail
Wrzuć na bloga
Udostępnij w usłudze Twitter
Udostępnij w usłudze Facebook
Udostępnij w usłudze Google Buzz
Tagi:
Książki
0
komentarz(y)
wtorek, 20 lipca 2010
Świątynie w Cork: St. Patrick's Church
St. Patrick's Church, czyli Kościół św. Patryka przy Lower Glanmire Rd w Cork, jest katolicką świątynią z pierwszej połowy XIX wieku.
Kościół zbudowano w stylu klasycystycznym z wapieni wydobywanych w okolicy Cork. Budowę kościoła rozpoczęto w w 1832 r. Pierwsza msza w tym kościele odbyła się 11 października 1836 r., ale jego budowa trwała jeszcze przez co najmniej kilka lat. Wskazuje na to m.in. napis na kościelnym dzwonie: ""McSweeney 1843". Boczne nawy dobudowano w latach w 1894-95 r.
We wnętrzu kościoła nad ołtarzem znajduje się kopia "Ostatniej Wieczerzy" Leonarda da Vinci wykonana przez włoskich artystów w XVIII w, z kolei kościelne organy pochodzą z 1915 r. Pod kościołem znajduje się obszerna krypta, w której pochowano m.in. fundatorów kościoła.
Kościół zbudowano w stylu klasycystycznym z wapieni wydobywanych w okolicy Cork. Budowę kościoła rozpoczęto w w 1832 r. Pierwsza msza w tym kościele odbyła się 11 października 1836 r., ale jego budowa trwała jeszcze przez co najmniej kilka lat. Wskazuje na to m.in. napis na kościelnym dzwonie: ""McSweeney 1843". Boczne nawy dobudowano w latach w 1894-95 r.
We wnętrzu kościoła nad ołtarzem znajduje się kopia "Ostatniej Wieczerzy" Leonarda da Vinci wykonana przez włoskich artystów w XVIII w, z kolei kościelne organy pochodzą z 1915 r. Pod kościołem znajduje się obszerna krypta, w której pochowano m.in. fundatorów kościoła.
niedziela, 18 lipca 2010
Nowy Zarząd w Stowarzyszeniu MyCork
W niedzielę, 18 lipca b.r., po raz ostatni poprowadziłem Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Członków Stowarzyszenia MyCork, w trakcie którego m.in. wybraliśmy nowe władze stowarzyszenia.
Nowym Prezesem MyCork została wybrana Izabela Krygiel - Kozłowska, z-cą Prezesa - Monika Borys, funkcję PR będą sprawowały dwie osoby: Beata Molendowska i Grzegorz Rękas, Skarbnikiem został Tomasz Piwoński a Sekretarzem - Paulina Malinowska.
Wcześniej, rozpoczynając Walne Zgromadzenie podziękowałem członkom MyCork za wspieranie mnie w okresie gdy miałem zaszczyt piastować funkcję Prezesa MyCork a ramach podziękowań zaprosiłem wszystkich na MyCork-owego torta ;-)
Z kolei członkowie MyCork również mieli dla mnie miłą niespodziankę: oprócz podziękowań otrzymałem fotoksiążkę, dokumentującą moją kadencję w MyCork. Wszyscy obecni złożyli na niej także swoje podpisy :-)
/Powyżej: cała okładka fotoksiążki, którą otrzymałem od członków MyCork na zakończenie mojej kadencji/
Nowemu Zarządowi MyCork życzę samych sukcesów w odpowiedzialnej, ale dającej sporo satysfakcji pracy społecznej w Stowarzyszeniu MyCork :-)
Nowym Prezesem MyCork została wybrana Izabela Krygiel - Kozłowska, z-cą Prezesa - Monika Borys, funkcję PR będą sprawowały dwie osoby: Beata Molendowska i Grzegorz Rękas, Skarbnikiem został Tomasz Piwoński a Sekretarzem - Paulina Malinowska.
Wcześniej, rozpoczynając Walne Zgromadzenie podziękowałem członkom MyCork za wspieranie mnie w okresie gdy miałem zaszczyt piastować funkcję Prezesa MyCork a ramach podziękowań zaprosiłem wszystkich na MyCork-owego torta ;-)
Z kolei członkowie MyCork również mieli dla mnie miłą niespodziankę: oprócz podziękowań otrzymałem fotoksiążkę, dokumentującą moją kadencję w MyCork. Wszyscy obecni złożyli na niej także swoje podpisy :-)
/Powyżej: cała okładka fotoksiążki, którą otrzymałem od członków MyCork na zakończenie mojej kadencji/Nowemu Zarządowi MyCork życzę samych sukcesów w odpowiedzialnej, ale dającej sporo satysfakcji pracy społecznej w Stowarzyszeniu MyCork :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)












